fot. Ewa Kawalec |
Knight Charles
Pan Edzio
wiele lat pracował w znanej firmie ubezpieczeniowej, w oddziale firmy, w małym
miasteczku. Zajmował się finansami, zatwierdzał umowy ubezpieczeniowe,
prowadził rozliczenia. Zawsze był oddany swojej pracy. Był ambitny, skrupulatny
i dokładny. O pomyłkach mowy być nie mogło. Zaczął tam pracować zaraz po
ukończeniu technikum. Wtedy do pracy nie trzeba było nic więcej. Na miejscu
przyuczali do zawodu. A że miał predyspozycje, stwierdzono, że się nadaje. Pracował
tam wiele lat. Wykonywał swoją pracę najlepiej jak umiał. Był cenionym
specjalistą. Wspaniale znał się na swojej pracy i przepisach. Finanse zawsze go
pociągały. Lubił pracować z dokumentami. Cyferki były jego pasją. Choć był
niezwykle dobrym człowiekiem, za ludźmi nie przepadał. Zawsze był cichy i
wycofany. Nie lubił zabierać głosu w towarzystwie. Wolał z boku przyglądać się
otoczeniu. Obcy ludzie go przerażali. Wolał dokumenty, z nimi nie trzeba było
rozmawiać.
Każdy w firmie
wiedział, że jak pan Edzio przygotowuje dokumentację, będzie ona na sto procent
zrobiona dobrze.
Jednak po
dwudziestu latach pracy w firmie zaczęła się reorganizacja. Postanowiono
zlikwidować wszystkie zamiejscowe biura, by obciąć koszty. Nadchodziły redukcje
zatrudnienia. Wszystkich, posiadających wyższe wykształcenie przenoszono do
centrali. Pan Edzio miał wykształcenie średnie, technikum elektroniczne, które
z finansami wiele wspólnego nie miało. Doświadczenie, które miał przestało się
nagle liczyć. Zaproponowano mu pracę na etacie agenta. On zupełnie się do tego
nie nadawał. Jak tylko pomyślał, że będzie musiał spotykać się z klientami,
wpadał w panikę. Do tego nie posiadał prawa jazdy, które na tym stanowisku było
niezwykle potrzebne. Do klienta trzeba było dojechać. A jemu, do tej pory jazda
samochodem nie była potrzebna, więc nigdy wcześniej nie zaprzątał sobie głowy
zdawaniem egzaminów. Zresztą, samochody nigdy go szczególnie nie pociągały.
No i stało
się, nie spełniał nowych, obowiązujących wymogów do zajmowania dotychczasowego
stanowiska. Został zwolniony. Myślał, że jakoś sobie poradzi. Miał
doświadczenie. Przecież gdzieś pracę musi znaleźć. Z czegoś musi żyć. Ale
okazało się, że to wcale nie jest łatwe. Trafił na rynek pracy w wieku
pięćdziesięciu lat, całkowicie do tego nie przygotowany. Praca w firmie
ubezpieczeniowej była jego całym życiem. Nie znał innego. Nie miał pojęcia,
gdzie może się zaczepić. Wszystko było takie nowe.
- Jestem już stary. Nikt mnie już
nie będzie chciał zatrudnić. Myślał.
Złożył kilka aplikacji, ale na
żadne z nich nie dostał odpowiedzi. CV tworzył po omacku. Do tej pory ta
umiejętność też nie była mu do niczego potrzebna. Więc stworzył ją jak umiał.
Nie do końca poprawnie. O czym pojęcia nie miał. Z komputera korzystał tylko w
pracy, obsługując system komputerowy oraz pracując w Excelu. Z Internetem i pakietem
Office nie potrafił się zaprzyjaźnić. Te wszystkie strony, przeglądarki,
formatowanie tekstu i inne wariacje go lekko przerażały. Wszelkie nowości
przyprawiały go o mdłości. Tyle lat miał stałą pracę, stały dochód, był
cenionym pracownikiem, miał poczucie bezpieczeństwa i nagle to wszystko runęło
jak domek z kart. Zadziało się to w ciągu niecałego roku.
Nagle
zaczął się zmagać, z nieznanymi mu do tej pory problemami finansowymi. Nie było
pracy, nie było pensji, nie było z czego żyć. Mieszkał razem z matką,
utrzymującą się z maleńkiej rencinki, która wystarczała zaledwie na leki. Gdy
pan Edzio pracował, pomagał jej. Teraz, matka próbowała pomóc jemu. Ale z
pustego i Salomon nie naleje, więc nie było bardzo za co zapłacić rachunków, o
wyżywieniu nie wspominając. Na początku po utracie pracy przez kila miesięcy
otrzymywał zasiłek dla bezrobotnych. Wtedy jeszcze było znośnie. Gdy okres
zasiłku się skończył, by kupić opał na zimę i zapłacić podstawowe zobowiązania,
musiał prosić o pomoc gminny ośrodek pomocy społecznej. To było dla niego takie
poniżające. Z radzącego sobie dotąd ze wszystkim mężczyzny stał się żebrakiem.
Tak o sobie myślał za każdym razem, gdy musiał kolejny raz przekroczyć progi
urzędu, prosząc o pomoc. Nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zaczął
coraz bardziej odgradzać się od ludzi. Wyjście z domu stawało się jakimś
koszmarem. Ciągle mu się wydawało, że wszyscy wytykają go palcami i śmieją się
z niego za jego placami. Maszerując po ulicy, oglądał się za siebie, szukając w
twarzach przechodniów potwierdzenia wizji, jaką miał o sobie. Coraz bardziej
nienawidził się za to, że kiedyś nie poszedł na studia, że nie walczył o lepsze
życie. Ale wtedy nie przypuszczał, że kiedyś znajdzie się w takim położeniu jak
dziś.
Często przeglądając się w
lustrze, podczas porannej toalety wściekał się sam na siebie. Uważał, że nagle
stał się życiowym nieudacznikiem, że nic i nikt nie może mu już pomóc. Jest
przecież do niczego. Za stary, za mało wykształcony, za mało obyty z
dzisiejszym światem. Na przemiał i tyle.
I pewnego dnia
stało się coś, czego nie przewidział. Panie z ośrodka pomocy społecznej
zaproponowały mu udział w projekcie dla osób bezrobotnych. Zwracali wszystkie
koszty, więc co mu szkodziło spróbować nic nie tracił. Choć nie wierzył w to,
że cokolwiek to da, postanowił udać się na pierwsze spotkanie. Przynajmniej
choć trochę wyjdzie z domu, między ludzi, jak przed kilkoma laty, gdy wychodził
do pracy…
Trafił do
mieszanej grupy. Młodzi ludzie pomieszani ze starszymi, każdy ze swoim bagażem
doświadczeń. Każdy zagubiony, stojący na rozdrożu wyborów życiowych,
zastanawiający się, co dalej ze sobą począć.
Początki były
trudne. Pan Edzio z niepewnością przyglądał się nowo poznanym osobom. Każdy
trener był dla niego przerażającą nowością. Z czasem jednak oswoił się.
Tematyka zajęć zaczęła go wciągać. Powoli zaczął wierzyć w swoje możliwości na
nowo. Zaczął akceptować samego siebie. Czego tak bardzo mu brakowało. Wolniuchno
otwierał się na świat. Na szkoleniach dowiedział się wielu ciekawych i
nieznanych mu dotąd rzeczy. Jak odpowiednio przygotować dokumenty aplikacyjne,
jak korzystać z Internetu, jako narzędzia poszukiwania pracy, jak przygotować
się do rozmowy kwalifikacyjnej. Poznał też swoje wnętrze, swoje predyspozycje,
swoje umiejętności i cechy, które są cenione na rynku pracy, a on do tej pory
nie zdawał sobie z tego sprawy.
Rzeczami,
które utrudniały mu wkroczenie w wir rynku pracy były: problemy z obsługą
komputera i poruszaniem się w Internecie, trudności z napisaniem dokumentów
aplikacyjnych, brak wiary we własne możliwości oraz niewystarczające
kwalifikacje do wykonywania zawodów związanych z finansami. Miał predyspozycje
do wykonywania tego typu zawodów i wieloletnie doświadczenie w tym zakresie.
Po kilkunastu
godzinach zajęć, nieco uwierzył, że może spróbować na nowo. Postanowił zacząć
działać. Projekt dawał mu możliwość uzupełnienia kwalifikacji. Sfinansowano mu
kursy: komputerowy i kurs kadr i płac, wyposażono w wiedzę dotyczącą poruszania
się po rynku pracy. Tak bardzo mu tego brakowało. Miał możliwość skorzystania
ze stażu.
Regularne
wyjścia z domu i pobyt między innym ludźmi, borykającymi się z podobnymi
problemami dały mu ogromną siłę. Do tej pory myślał, że jest nieudacznikiem, że
tylko on nie potrafi poukładać sobie życia, że nie nadaje się już do niczego.
Okazało się, że nie jest sam, że i inni mają podobne problemy. Dowiedział się,
że ma duży potencjał, którego sobie nie uświadamiał, w postaci swoich cech i
ogromnego, jak się okazało, doświadczenia.
Na kursach
radził sobie świetnie. Niesamowicie się otworzył. Zaczął inaczej postrzegać
rzeczywistość. Co w końcu spowodowało, że zaczął zauważać drogi, które
wcześniej były dla niego owiane jakąś mleczną, nieprzepuszczalną mgłą. Schowane
gdzieś za tą szarą, nieprzepuszczalną dla niego kurtyną.
Pozytywne
myślenie zaczęło przyciągać dobre zdarzenia. Na kursie kadr i płac jeden z
trenerów, prowadzący własna firmę, zwrócił uwagę na pana Edwarda, który był
niezwykle skrupulatnym i pojętnym uczniem. Łapał wszystko w mig. Wybijał się w
grupie. On wtedy potrzebował pracownika, pan Edzio pracy. Zaproponował mu
zatrudnienie. Pan Edzio nie posiadał się ze szczęścia. Jeszcze kilka tygodni
wcześniej wierzył, że jest do niczego, że już nic w życiu osiągnąć nie może, że
wszystko dla niego się skończyło. A tu nagle, dzięki jednej decyzji, że podejmuje
się uczestnictwa w projekcie, wygrał nowe życie. Poznał wielu wartościowych
ludzi. Stał się innym człowiekiem i do tego otrzymał zatrudnienie.
Zaczynał od
stażu. Dzięki temu miał czas na spokojne zaznajomienie się z nowymi
obowiązkami. Dziś pracuje. Rozpoczął dalszą naukę - licencjat na kierunku
rachunkowość i finanse. Jest zadowolony z życia. Nikogo już nie musi prosić o
pieniądze. One same do niego lgną, bo jest bardzo dobry w tym co robi. Wszystko
zmieniło się w zaczarowany ogród. Ogród sukcesów, spełniania marzeń i
szczęścia.
Starsze drzewo
wydaje wspaniałe owoce. Życie po pięćdziesiątce nie oznacza końca świata. W
każdym wieku można się rozwijać. Wystarczy tylko (a może „trzeba aż”) wyjść z
marazmu, pokonać strach, uwierzyć w siebie i nie poddawać się, a kręta i
wyboista droga doprowadzi w końcu do upragnionego celu.
Świetny tekst. Ciągle słyszymy o problemach młodych ludzi ze znalezieniem pracy często zapominając że starszym może być jeszcze trudniej. To co dla nas jest oczywiste i łatwe, jak obsługa komputera i umiejętność korzystania z Internetu, dla niektórych może być przeszkodą nie do pokonania.
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz. Ta historia przypomina mi trochę życiorys pewnego znajomego. Póki co, jeszcze nie ma happy endu, ale mam nadzieję, że również uwierzy w siebie i będzie podobny finał. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJezu dzięki za ten tekst. W gąszczu blogów młodych dziewczyn gimnazjalistek ten się wyróżnia. Jest o czymś. Świetne to jest obserwuje z czysta przyjemnością :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za wspaniałe komentarze. Bardzo mnie motywują do dalszej pracy.
OdpowiedzUsuń